poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Kapslowanie Pilsnera i sprawy techniczne.

Dzisiejsza notatka poświęcona mojej kapslownicy i kapslowaniu Pilsa. Postaram się opisać, jak wygląda proces przygotowania, zlewania i przygotowania do leżakowania naszego piwa domowego.

Kiedy fermentacja burzliwa po 10 dniach jest zakończona, zlewamy nasze piwo do innego/ tego samego (ale wcześniej umytego) fermentora i pozostawiamy je na kolejne 10 dni. W tym czasie piwo się wyklaruje a ewentualne żywe drożdże dokończą swoją pracę. Po 8 dniach cichej fermentacji sprawdzamy ballingomierzem poziom cukru w piwie, jednocześnie stawiamy pojemnik z piwem na jakimś stole, coś co jest ponad podłogą (w moim przypadku stara kuchenka). Po kolejnych dwóch dniach sprawdzamy ponownie poziom BLG, jeżeli się nie zmienił, śmiało możemy kapslować. Ok, zacznijmy od przygotowania butelek.

Butelki przed myciem.


Butelki zbierałem w domu, ale zostały już wykorzystane do poprzedniej warki. Te, które opróżniłem, od razu myłem, więc wystarczyło je przepłukać przed butelkowaniem Pilsa. Gorzej było z butelkami zebranymi z akademika.. Były odkładane po wypiciu, więc na dnie był syf, często pleśń, druga sprawa to etykiety.. Z butelkami jest najwięcej problemu jak dla mnie, jednorazowe umycie 50sztuk to ból pleców przez 2 kolejne dni, moje się już chyba zaprawiły, trochę też nabrały wprawy ;) Mój sposób to nalanie kropli płynu do mycia naczyń do każdej butelki, następnie mocne siknięcie gorącą wodą z węża prysznicowego i odstawienie takiego kontenera na chwilę na bok. Mam 3 kontenery na butelki, służą one tylko do mycia, piwo przetrzymuję w kartonowych pudełkach i drewnianych skrzynkach na jabłka. Ok, po chwili odstania z płynem, każdą butelkę myję szczotką do butelek, porządnie w środku. Te bez etykiet płuczę zimną wodą i odstawiam w kontenerze do góry nogami, aby woda obciekła.
Butelki z etykietami wkładam do wielkiego garnka, nie wylewając z nich piany, mocno je w nim zatapiam, aby poszły na dno i zostawiam na 20 minut. Po 20 minutach etykiety same schodzą, następny etap to przepłukanie zimną wodą z piany, spryskaniem w środku środkiem dezynfekującym i 2 krotne wypłukanie ciepłą wodą aby środek ten nie został w butelce. Całą zużytą wodę wlewam do garnka, w którym odchodzą etykiety. Do umycia 50 butelek używam 30 litrów wody łącznie. Wszystkie butelki spokojnie obciekają sobie z wody.

Tutaj butelki już obciekają z wody, bez etykiet i czyste w środku.


Następnie przygotowuję sprzęt do rozlewu piwa. Jest to wąż, który sięga z dna balona do dna garnka, jest taki długi, żeby nie napowietrzył piwa, co na tym etapie jest niewskazane i szkodliwe. Dezynfekuję go i myję razem z garnkiem, łyżeczkami, lejkiem itd. Ok, zlewam piwo z balona, uważając aby osady z klarowania zostały w balonie, do tego garnka dodaję wcześniej sporządzony syrop cukrowy. W przypadku 20litrów pilsnera rozpuszczamy 150g cukru w 1/2 litra wody następnie dodajemy go do tego piwa w garze i lekko mieszamy. Można najpierw wlać syrop cukrowy a na to piwo, dzięki temu od razu się wymiesza bez napowietrzania brzeczki. Syrop ten dodajemy po to, aby drożdże utrzymujące się w piwie, przefermentowały go w butelkach, tworząc z niego pianę i gaz, nazywamy to refermentacją. Okej, syrop z brzeczką wymieszany, wyszło mi 17litrów piwa, można powiedzieć, że w sumie było go około 19stu, trochę zostało nad osadem, 4 butelki rozlałem na święta itp, generalnie wyszło go mało bo za długo je chmieliłem i odparowała duża część.

Zlewanie piwa do garnka. Nie patrzcie na syf, kuchenka stała zagrodzona butelkami i kwiatkami, kulturalnie rozsunąłem to nogą :D


Dobra, teraz czas przelać nasze piwo do butelek! Garnek z piwem stawiamy na kuchence, wkładamy do niego jeden koniec węża, zaciągamy piwo i kierujemy wąż do jakiegoś pojemniczka, aby nie rozlać piwa. Kiedy już zacznie nam piwo lecieć, wkładamy wężyk do pierwszej butelki podstawionej w kontenerze. Kiedy dochodzi już do około 5cm od szyjki, zaginamy wężyk aby ciecz nie leciała i szybko przekładamy do kolejnej butelki. Ważne, aby wężyk był na samym dnie butelki, piwo się wtedy nie spieni. Końcówkę niezassanego piwa przelewam do tego samego pojemnika pomocniczego i przez lejek przelewam do butelki, zazwyczaj są to 2 butelki, oznaczam je specjalnie, ponieważ z racji kontaktu ze śliną, powietrzem i generalnym niedbalstwem mogą się zepsuć w butelkach. Piwo w butelkach, nakładamy na nie luźno kapsle, wcześniej chwilę gotowane we wrzątku i możemy przejść do następnego etapu.

Kapslownica gotowa do pracy.


Kiedy piwo już jest w butelkach, muszę cały kontener przenieść do garażu, gdzie mam wiertarkę stołową i zabrać się za kapslowanie. Kapsel mocno dociskam do butelki, energicznie nią potrząsam, przez co w szyjce powstaje piana i wypycha całe szkodliwe powietrze, wtedy stawiam butelkę na wycieraczce(folia i wycieraczka to zabezpieczenie, nie chciałbym upaćkać piwem wiertarki) i mocno dociskam dźwignię wiertarki, następuje zakapslowanie butelki. I tak z każdą butelką po kolei.

Przed wstrząśnięciem i kapslowaniem.

Jeszcze można zmienić zdanie ;)
Zaciśnięcie kapsla.
Kapsel coś nie  chciał się docisnąć, bo źle postawiłem butelkę, więc jest trochę obdarty.
Inne ujęcie zakapslowanej butelki.



Kolejny etap to odstawienie butelek w ciepłe miejsce na 3-4 dni, wtedy piwo się nagazuje. Ja jednak trzymam tydzień dla pewności. Kolejny etap, to przeniesienie piwa do chłodnej piwnicy, w moim przypadku to 3stopnie, przy okazji odbędzie się tu jego lagerowanie, czyli leżakowanie w temperaturze zbliżonej do 0 stopni Celsjusza.

Teraz zostało tylko sprzątanie, mycie pojemników, dezynfekcja itd. Cóż, piwo po 2 dniach od zakapslowania pokazało w szklance delikatna pianę i bąbelki pływające po całym kuflu, wszystko jest więc w porządku. Już w ten weekend będę kapslował Stouta, który potrzebował więcej cichej fermentacji aby ulotnił się siarkowodór i diacetyl, który daje brzydki zapach z powodu użycia takich a nie innych drożdży.

Pozdrawiam i zachęcam do warzenia własnego piwa!

P.S.
W planach budowa chłodnicy zanurzeniowej!

czwartek, 4 kwietnia 2013

Pale Ale i Koelsch - warzenie.

Siemacie!
Ostatnie dni wolnego po świętach, więc chciałem wykorzystać ten czas na maksa. Oczywiście, nie wykorzystuję go tylko w kuchni, bo staram się przygotowywać dom i działkę na wiosnę, ale większość ostatnich 2 dni zajęło mi piwo. Postanowiłem uwarzyć zalegający mi zestaw składników z Browamatora - Pale Ale, oraz piwo własnej receptury, w stylu Koelsch. Cóż, wczoraj było pale ale, dzisiaj był koelsch. Opiszę teraz co i jak.

1) Pale Ale - 12° BLG, 3.04.2013r.

Piwo górnej fermentacji, które swój bursztynowy kolor zawdzięcza słodom pale ale oraz karmelowemu Caramunich.
Piwo w stylu angielskim, warzone na uzdatnionej wodzie, zadowoli tych, którzy z wyjątkiem owocowych tonów, cenią w piwie mocną goryczkę i wyraźny chmielowy smak i aromat. Mocno chmielone, bezpośrednio w kotle, tak jak odbywało się to dawniej, 11.7­°Blg,  Alk. 4.8 %.

Skład zestawu Pale Ale:
- słód Pale Ale Weyermann 3,8 kg (ześrutowany),
- słód Carahell®  Weyermann  0,2 kg (ześrutowany),
- chmiel goryczkowy Marynka 35 g (granulat),
- chmiel aromatyczny Lubelski 25 g (granulat),
- drożdże Safale US-05 11,5g,

Składniki na Pale Ale.


Zacieranie dosyć proste, bo jedno temperaturowe, robimy gęsty zacier, czyli 3l wody na kilogram słodu, wrzucamy słody do wody o temperaturze 69°C, temperatura spada do 67stopni i tak zacieramy przez 60minut. Następnie podgrzewamy do 76°C i filtrujemy. C


Słody karmelowe dodały tej miedzianej barwy ;-)
Na zdjęciu widzicie, jak zbudowany jest filtrator, niektórzy się pytali jak to dokładnie działa ;)

Filtrowanie. Jeżeli młóto odsłoni się, to będzie zbite, i znowu trzeba będzie czekać 30 minut na ułożenie się warstwy filtrującej. Dolewając ciągle wodę na talerz, nie zruszamy młóta, nie dopuszczamy do jego wysuszenia, a talerz działa jak tłok, który przyśpiesza filtrowanie.


Chmielimy za pomocą dwóch chmieli, chmiele z Polski, a nawet lubelskie. Na gorycz użyłem marynki, na aromat lubelskiego. Chmielenie trwało 60minut, marynka wrzucona w 5 minucie gotowania, lubelski w 45minucie. Po chmieleniu czas na chłodzenie.

Idealne warunki do chłodzenia. Na ciepłe dni zostaje mi wanna z lodem lub budowa chłodnicy...


Po chłodzeniu piwo przelałem do wysterylizowanego fermentora, miałem problemy, bo chciałem użyć rajstopy aby odfiltrować chmieliny z brzeczki, no i wkładałem ręce do cieczy, oby się nie zakaziło. Dzisiaj już rozpracowałem pończochę ;) 

W sumie to ze mną i z mamą warzy śniegowy potwór! Strasznie niefotogeniczny w takie dni...

Ok, piwo zlane, odstawione, dzisiaj rano piana, teraz wieczorem, bulka jak szalone, seriami ;d


2) Koelsch - 12° BLG, 4.04.2013r.

Kölsch – gatunek jasnego piwa górnej fermentacji pochodzącego z Kolonii w Niemczech. Które piwo ma prawo używania nazwy "Kölsch" określa Konwencja kolońska z 1985 r.
Piwo ma przejrzysty, klarowny, jasno słomiany kolor z połyskiem. Jest najjaśniejszym piwem górnej fermentacji. Przez większość browarów warzony jest ze słodu jęczmiennego, czasami z dodatkiem pszenicy, z uwzględnieniem niemieckiego Prawa Czystości (Reinheitsgebot). Kölsch fermentowany jest w temperaturze ok. 20 °C drożdżami górnej fermentacji, a następnie leżakowany przez kilka tygodni na zimno. Warzony jest z miękkiej wody oraz przy użyciu drożdży zdolnych do głębokiego odfermentowania brzeczki – odfermentowanie pozorne wynosi nawet 85%. Kölsch jest piwem lekkim, orzeźwiającym, z delikatną nutą owocową w zapachu, w smaku może być lekko ziołowy i kwaskowaty z umiarkowaną, szlachetną goryczką.

Ok, z racji tego, że nie miałem czasu ani kasy na składanie zamówienia w browamatorze, postanowiłem sam obmyślić recepturę wzorując się na oryginale. Ponadto, z racji posiadania nowego fermentora i wygody, z jaką można go używać, postanowiłem wykorzystać cały potencjał gara i zwiększyłem brzeczkę z 20 litrów do 27litrów.
Skład: 
Słód pilzneński 5kg,
Słód pszeniczny 1kg,
Drożdże Safbrew s-33,
Mech irlandzki,
Chmiel lubelski 60g.

Składniki ze sklepu w Kraśniku, odbiór osobisty w Konopnicy - to lubię!


Ok, zacieranie było pierwsze. Tutaj dałem ciała.. Słody były w dwóch workach, chciałem przesypać pszeniczny do tego większego wora, niestety worek jakoś uciekł spod ręki i poł kilograma sie rozjebało po kuchni. Cóż, 5 minut nie leżało, a i tak się wygotuje i odfiltruje :D No więc wsypujemy słody do temperatury 43stopnie!! Bardzo niska, z racji słodu pszenicznego. Z 43stopni w ciągu 30 minut przechodzimy do 66stopni i trzymamy tak przez pół godziny. Później podnosimy temperaturę do 70 stopni i zacieramy w niej 15stopni, później podgrzewamy do 78stopni i filtrujemy.

Sterylizacja całego sprzętu filtrującego.


Obawiałem się filtrowania, jednak moja nowa metoda wysładzania ciągłego, strzeże mnie przed zapychaniem się filtratora z oplotu i znacznie zwiększa szybkość całego filtrowania.Ok, wysłodziłem cały gar, zostało 3 cm miejsca do krawędzi, mało się nie złamałem w pół jak to stawiałem na kuchence :D. Nadszedł czas na chmielenie. 

W tym czuć wiosnę - chmiel.

Po doprowadzeniu do wrzątku, wrzucam 35g chmielu, gotuję tak przez 60minut, później dorzucam 25g na kolejne 15minut. Całe chmielenie trwało 75minut. Na ostatnie 10 minut, wrzuciłem łyżeczkę wcześniej zaparzonego mchu irlandzkiego, który ułatwi późniejsze oddzielenie chmielin, sprawi, że zlepią się na dnie odstanej brzeczki.

Mech irlandzki na godzinkę do wody ;)


Chłodzenie dzisiaj nie było już takie fajne jak przy ostatnich brzeczkach.. Śnieg topnieje i temperatura rośnie, więc z 3 godzin chłodzenia zrobiło się 5... A brzeczka i tak było dosyć ciepła, mam nadzieję, że piwo wyjdzie dobre mimo wszystko! 

Przy takiej temperaturze zacierania, piwo powinno wyjść diabelsko dobre ;D

Jak pisałem notatkę to zwróciłem uwagę na szczegół, który został dostrzeżony przez mentora. Często używam końcówki 'my'. GotujeMY filtrujeMY itd, cóż, piszę takie notatki trochę w formie instrukcji, dlatego zakładam, że ktoś może robić piwo, więc niech się wczuje, tak jakbym stał i warzył z nim ;) Zresztą, zawsze w pokoju obok siedzi mama i pomaga coś przenieść itd, więc nigdy nie warzę sam! ;D


Moja piwniczka piwowara :D 2 nowe fermentory, mnóstwo butelek czekających na rozlew i trampki, które już wiosny nie mogą się doczekać.

Poza tym, dzisiaj sprawdzałem pilsnera, z 12°blg odfermentował do 2.5, piwo świetne w smaku, miodowo chmielowe, stoi w chłodnym garażu, w weekend zlewam do butelek. Dry stout widoczny za białymi fermentorami też ma się dobrze, ulotnił się ostry zapach młodego piwa i fermentacji, również planowałem rozlewać w weekend, chociaż i pilsnera i stouta mogę zabutelkować w sobotę za tydzień, zrobić to za jednym zamachem ;) 

Tak czy siak, chwilowo zawieszę warzenie, z pozostałościami po canadian blonde, będę miał 200butelek piwa, więc teraz wystarczy uwarzyć jedną warkę miesięcznie dla podtrzymania zapasu, więc następne warzenie, kiedy zarobię jakąś łatwą kasę na składniki ;) A już niedługo relacja z kapslowania piwa, bo tego jeszcze w dobrej jakości nie było. 
Pozdrawiam i życzę wiosny!

niedziela, 31 marca 2013

Święta



Dzisiaj odbywa sie wielkie testowanie piwa, w moim przypadku, bo przecież patrycjat pije wódeczkę ;d

Pilsner jest gorzyki, ale bardzo smaczny. Czuć chmiel, jego świeżość. Wszyscy chcą buteleczkę czy dwie.

15 dni od warzenia, mówię wam, opłaca się;) ŻABA :D

Trzyma się do końca ;p



Miałem kurwa takiego ja pierdole ładnego posta napisanego, to pierdolony router sie zrestartował i wszystko poszło w pizdu. Ja pierdole.


Kurwa ide przygotować jakaś wode na jutro... 

niedziela, 24 marca 2013

Dry stout - kawa z procentem ;)

Siemacie!

Mam kolejne zacierane piwko za sobą, jeżeli chodzi o jego fermentację, to zaczęła się najszybciej ze wszystkiego co dotychczas warzyłem. Jest to Dry Stout, klasyczne angielskie piwo typu Guinness, ciemne, praktycznie czarne, mało nasycone z kremową pianą. Cóż, kolejny raz zestaw składników ze sklepu Browamator, tym razem zamówiłem zapas składników aby warzyć kiedy przyjdzie ochota ;)

Dry Stout - najpopularniejsze ciemne piwo świata. Spopularyzowane przez irlandzkiego Guinnessa. Czarne jak smoła, wytrawne (od palonego jęczmienia i słodu), umiarkowanie gazowane. Idealne do dłuższych posiedzeń.  
Skład zestawu BA Dry Stout 12°Blg:
-słód pale ale 3,2 kg,
-płatki jęczmienne 0,5 kg,
-jęczmień palony 0,3 kg,
-słód palony Carafa® II 0,1 kg,
-chmiel goryczkowy Challenger (UK) 30 g (granulat),
-drożdże Safale S-04 11,5 g,
- wskazówki do warzenia.
Składniki :)

Pierwsze co się rzuca w oczy, to dużo więcej składników niż w przypadku pilsnera. Pojawia się jęczmień i słód palony oraz PŁATKI JĘCZMIENNE - stąd nazwa stout(solidny grubas :D ). Piwo podobne w przygotowaniu do innych zacieranek, z tego powodu, że też je zacieramy i filtrujemy. Posiada jednak kilka różnic ;)

Zaparzam płatki jęczmienne.


Standardowo, najpierw gotujemy wodę, później zacieramy w 12 litrach wody. W przypadku tej ciemnej smoły, słód pale ale oraz płatki jęczmienne (wcześniej zaparzone we wrzątku, aby aktywować enzymy) wrzucamy do wody o temp 69st, przez objętość zasypu, temperatura spada do 67stopni i tak zacieramy przez 45minut. Trzeba uważać, łatwo jest wsypać słód do temperatury ponad 70stopni, a wtedy możemy zdezaktywować enzymy i zablokować cukry w słodzie - zostanie nam mnóstwo skrobi w brzeczce a piwo będzie niepijalne.
Przy 3 warce doszedłem już do takiego ogarnięcia, że mogę zacierać a w międzyczasie sprzątać, grać na komputerze i takie tam ;p.

Koniec pierwszej przerwy w 67stopniach, zaraz dodam słody palone.
Negatywna próba jodowa, palimy to!


Zacieramy więc 45 minut, a później podnosimy temperaturę do 72stopni i dodajemy jęczmień i słód palony, po 10 minutach podgrzewamy do 76stopni i filtrujemy.

Jęczmień palony wraz ze słodem.

Zoooooom, dziecino!

Tak, po dodaniu słodów palonych nie trzeba czekać minuty, aby barwa się znacznie zmieniła.


Filtrowanie poszło dużo sprawniej niż ostatnim razem, ponieważ zrobiłem sobie nowy filtrator. Znowu zapomniałem zrobić zdjęcia jego wnętrza, ale myślę, że łatwo sobie wyobrazić leżący w środku wężyk inox, który kiedyś pokazywałem na blogu. Ok, filtrowanie poszło w 20 minut, później wysładzanie zajęło kolejne 20 minut, czas na chmielenie.

Nowa kadź filtracyjna, w sumie to mam już mały browar ;) Zrobienie jej zajęło mi 15 minut, przy czym mało nie urwało mi rąk od wiertarki :D


Ostatnim razem, miałem wrażenie, że wygotowało mi się dużo brzeczki, więc tym razem wlałem 25litrów brzeczki( nastaw na 20litrów) i gotowałem bez pokrywki, z zaznaczonym miejscem, gdzie mam 20litrów. Trafiłem w 10tkę! Wygotowało się do 21l a 1 l był osadem, idealnie ekstraktywna brzeczka. Chmieliłem 20g po 5 minutach gotowania na gorycz, oraz 10g po 45minutach na aromat. Chmiel był bardzo śmierdzący, lubelski pachniał dużo lepiej, w piwie jest jednak go mało, na pewno nie pachnie tak chmielowo jak pilsner, ale to właśnie taki typ piwa.

Po chmieleniu chłodzenie w śniegu, najsterylniej jak się da. Później do zdezynfekowanego balona wlałem odrobinę brzeczki, potem zadałem drożdże, które wcześniej uwodniłem i na to lałem dalszą część brzeczki. To był świetny pomysł, drożdże dzięki temu wymieszały się z całym nastawem, napowietrzyły się i kilka godzin później na powierzchni była piękna piana.

OK, tyle na temat procesu przygotowania. Jeżeli chodzi o to co czuć chwile przed wlaniem do balona, to aż ciarki przechodzą i nosa nie można oderwać od kotła zaciernego! Zapach brzeczki to połączenie, karmelu i głębokiej paloności. Pachnie jak kawa, najbardziej przypomina mi to pewnie kawę inkę - jęczmień palony. Brzeczka piękny kolor. Cukromierz pokazał 14 stopni w skali ballinga. Oznacza to, że piwko będzie miało około 5%alk. Mogłem z tego wyciągnąć więcej piwa, ale mniej treściwego, cóż, tutaj powinna być wyczuwana gorycz paloności, zobaczymy. Piwko stoi w 20stopniach, temperatury tej nie przekroczy więc jestem spokojny o infekcje.

Areometr z próbką do pomiaru, spójrzcie na ten kolor!

Tutaj wynik pomiaru jest nieistotny, zrobiony był przed chmieleniem. Po chmieleniu poziom cukru się podniósł przez częściowe wyparowanie wody.


Jeżeli chodzi o Canadian Blonde i moje obawy - przeszły już. Albo to był pierwszy szok jeżeli chodzi o piwo domowe i kubki smakowe się przyzwyczaiły po 4piwach, albo po prostu dojrzewa i smak się stabilizuje. Piwo jest goryczkowe, smaczne jeszcze nieklarowne, ale i tak domownicy piją ze smakiem. Musi się jeszcze nagazować trochę, na święta będzie idealne, zdjęcie niżej pokazuje 2tygodniową Blondynę, która nie miała fermentacji cichej - klarującej. Cała reszta zabutelkowana została z lepszym odklarowaniem.

Domowe piwo - Canadian Blonde. Myślę, że warto ;) W tle komedia tygodnia! ;D


W planie damskie piwo malinowe oraz prawdziwie chmielowe Pale Ale ;)




Pozdr!

piątek, 15 marca 2013

Zacieranie jest proste!

A jakie przyjemne, hoho!
Stało się, poczyniłem pierwszą prawdziwą warkę piwną! Czy wyjdzie, czy jej nie zakaziłem, czy będzie smaczna? Okaże się w niedługim okresie czasu ;) Z racji tego, że blog od dłuższego czasu skupia się na produkcji piwka, opiszę jak zrobiłem piwo z procesem zacierania.
 Leń dopadł mnie w czwartek,bezlitośnie rozłożył mnie na łopatki. Na uczelni same nudne wykłady, paczka z browamator.pl przyszla o 10rano, więc trzeba zacząć robić piwo!

Kurier tylko się uśmiechał, gdyby przyniósł to listonosz, wiedziałoby pewnie pół wsi jakie hobby znalazłem ;D.
Nigdy nie widziałem takiego porządku w paczce ;o..
Całość mojego zamówienia, polecam sklep Browamator.pl!

Zestaw surowców do uwarzenia piwa Pilsner Pils. Słody, drożdże i chmiel.


Na początek trochę teorii..
Słód – skiełkowane i wysuszone ziarna zbóż służące jako jeden z surowców do produkcji piwa lub whisky.
Do wyrobu słodu używa się zazwyczaj ziarna jęczmienia. W piwowarstwie wyróżnia się również tzw. słody pszeniczne, pilzneńskie, monachijskie (do produkcji piw ciemnych), karmelowe jasne i ciemne, barwiące, zakwaszające, parzone, palone i zielone.
Parametry techniczne słodu określają jego barwę wyrażaną w międzynarodowej skali EBC, rozluźnienie, czas scukrzenia i zawartość białka.

Słód śrutowany.

Celem zacierania jest przerobienie skrobi zawartej w ziarnach słodu na cukry. Zajmują się tym enzymy, które są zawarte w słodzie, wystarczy słód namoczyć i potrzymać ok. godziny w odpowiedniej temperaturze - enzymy są aktywne w zakresie 62-72*C.
Trzy najważniejsze metody zacierania to:
  • Zacieranie infuzyjne, jednotemperaturowe (single infusion mash)
  • Zacieranie sterowane temperaturowo (step mash)
  • Dekokcja (decoction) 
Ja użyłem metodę zacierania sterowanego temperaturowo, jest to najpopularniejsza metoda, powiedzmy, że nie jest ani łatwa, ani trudna ;)

Druga przerwa temperaturowa - 64st. Dominik, dzięki za ten termometr, jest idealny dla piwowara! Szkoda, że muszę go oddać ;P


Trzeba zacząć od kwestii kotła zaciernego - gara o pojemności ponad 20litrów. Mój garnek od babci był w kiepskiej kondycji i przy dokładnym myciu zrobiła się dziura.. To może i lepiej, jakby się rozleciał w trakcie godzinnego gotowania, to byłoby mi co najmniej smutno. Poszedłem do babci i pożyczyłem kolejny, trochę mniejszy garnek (równo 20 litrów), umyłem go dokładnie, trochę się z tym zeszło, bo był po smalcu ;/ Kiedy już miałem wszystko zaczynać, dostałem cynk, że u cioci na strychu jest garnek 30litrowy! No to znowu, pójść do cioci, ściągnąć ze strychu niepewny garnek i go umyć. Jakie było moje zaskoczenie, że garnek jest jak nowy, ma spokojnie 30litrów pojemności i w ogóle super, bo jest stożkowej konstrukcji, więc duża powierzchnia leży bezpośrednio nad palnikiem. No ok, czyli przygotowanie naczyń zajęło mi około 2-3 godzin, trudno, robota zaplanowana była ten dzień więc trzeba było się śpieszyć.

Kolejnym etapem, już właściwym, jest zagotowanie wody w proporcji do słodu 3:1, czyli na 4kg słodu gotujemy 12litrów wody. Po zagotowaniu (trochę to trwa), studzimy wodę do 53stopni i zaczynamy zabawę! Wsypujemy słody (główny i mniejsza paczka służąca nadaniu złocistego koloru) i zacieramy w 50stopniach przez 20minut, oznacza to, że w całym zacierze ma być przez te 20minut temperatura 50stopni. Po 20 minutach podnosimy temperaturę do 64stopni (dolewając gorącej wody i odkręcając gaz jak pod dobrym Ży*em)i utrzymujemy 30minut. Po 30 minutach podgrzewamy do 70stopni i trzymamy kolejne 30minut. Ostatnie 30 minut jest czasem umownym, zamiast czekać 30 minut można przeprowadzić próbę jodową, którą wykonałem i skończyłem przerwę po 15 minutach. Na koniec podgrzewamy do 77stopni i od razu wyłączamy gaz. Teraz przechodzimy do filtracji..

Zaczynamy gotować!
Słody zaraz po wsypaniu do wody o temperaturze 53st. Prawda, że wygląda jak apetyczne piwo? :D

Próba jodowa zrobiona dla testu. Fioletowa plama oznacza zawartość skrobi, trzeba zacierać dalej.
Negatywna próba jodowa, czyli dla mnie pozytywna. Kolor zacieru się nie zmienił - koniec zacierania.

Uff, moment, który wydawał się najtrudniejszy jest za mną, teraz czas na filtrację. Z racji tego, że wiadro przygotowane do filtrowania okazało się złe ( tata je sobie zaklepał do rzeczy karpiowych -.-) musiałem przeprowadzić proces w 10litrowym wiaderku.. W trakcie gotowania wody, wykonałem filtrator, czyli wyjąłem gumowy wężyk ze stalowego oplotu, w wiadrze wywierciłem dziurę i wkręciłem tam wyparzony kranik i oplot. Po zacieraniu, nie czekając aż brzeczka wystygnie (to ważne) przelałem do wiadra młóto aż po brzegi. Młoto to jest rozgotowany jęczmień, razem z nim w wiadrze znalazła się woda użyta do zacierania - brzeczka.
Po odczekaniu 30 minut, w trakcie których na wierzchu wiadra pojawiła się woda, a na dnie ułożyło się młóto, tworząc naturalną warstwę filtrującą - zacząłem filtrować brzeczkę.
Otwieramy kranik i pierwszy litr - dwa,który poleci, wlewamy z powrotem do wiadra - jest to tzw. Vorlauf ;D, później leci już klarowna ciecz, więc wężyk kierujemy do garnka. Ważne jest, aby użyć wężyka przy tej czynności, nie można napowietrzyć brzeczki na tym etapie!

Brzeczka w filtratorze, warstwa filtrująca jest w trakcie układania się.

Jakiś czas później, zaczynamy filtrowanie.

Coś takiego jest poddawane filtracji ;)


Ok, filtrowanie 12 litrów poszło szybko, trzeba dolać na młóto kolejne 11litrów wody, bo tyle brakuje do osiągnięcia do 20litrów piwa, dodajemy do tego 3litry, które zostaną wygotowane podczas chmielenia. Więc dolewamy 11litrów, w moim przypadku w ratach, i filtrujemy je do gara, znowu zwracając Vorlauf. Ok! Filtrowanie zakończone, w wiadrze zostały plewy, w kadzi zaciernej mętna ciecz. Trzeba przystąpić do chmielenia, a jest już 23:00..

Młóto po zakończonym wysładzaniu, czyli uzupełnieniem brzeczki brakującą wodą. Stosujemy to po to, aby wypłukać cenne składniki uwięzione w mokrym, gąbczastym młócie.


Chmielenie to nic innego jak nadawanie piwu goryczki, aromatu i innych charakterystycznych cech. Polega na gotowaniu danego chmielu w konkretnych ramach czasowych. Podgrzewamy 22litry naszego filtratu do wrzenia( to dopiero trwało...),gotujemy 10minut i wrzucamy pierwszą dawkę - goryczkową - 50gr chmielu. Chmiel jest w granulacie, nasz lubelski, na początku gotowałem go w woreczku muślinowym, później dostałem informację, że lepiej to zrobić bez woreczka, gotując luzem. Rozwiązywałem więc woreczek nasiąknięty wrzątkiem i wrzuciłem luźny granulat. Ok, chmiel gotuje się już 65minut na pełnym gazie, dodajemy więc kolejną dawkę 25g, a przed samym końcem gotowania dawkę ostatnią, kolejne 25g. Chmielenie trwało około 80minut, piękny zapach w całym domu, w żadnym kupnym piwie go nie czułem nawet w najmniejszym stopniu.

Filtrat, który gotujemy.
Pierwsza dawka chmielu w woreczku muślinowym.

Chmieli się ;)


Kolejnym etapem jest szybkie ochłodzenie piwa. Nie mam chłodnicy do tego celu, miałem zrobić to w wannie z lodowatą wodą, ale na szczęście(?) rozpętała się śnieżyca a temperatura spadła do -5stopni, a zatem godzina 24:00 jest idealną porą aby wynieść gar z 20litrami zacieru na dwór! Tu był koniec mojej pracy, brzeczka szybko się ostudziła, ja się zdrzemnąłem i o 3 w nocy wniosłem ją do domu, gdzie poczekała do rana.

Rano za pomocą sitka, odłowiłem chmiel, i wężykiem zdekantowałem do balona. Piwo jest wyraźnie gorzkie, za sprawą dużej dawki chmielu, nie wykrzywia twarzy przy próbach smakowych, jest po prostu treściwe:) Po godzinie dolałem drożdże i zatkałem wszystko rurką fermentacyjną. Istotne jest, że balon stoi w garażu, gdzie panuje temperatura 11stopni. Jest to piwo Pilsner, czyli dolnej fermentacji, która musi być przeprowadzona w niskiej temperaturze.

DrożdżakiTrupiaki.
DrożdżakiŻywiakiRobaki.


I to byłoby na tyle z całego procesu warzenia, poza tym to trochę zmywania i sprzątania porozlewanych płynów ;) Teraz czekam na to, aż drożdżaki ruszą i zacznie się ''bąblowanie'' ;)

Sobie drożdże i piwo mieszkają w balonie i podziwiają świat zza krat ;(
Aż pienią się ze złości!


Jeżeli chodzi o cały proces, to nie jest trudny, jest bardzo przyjemny, bo robimy piwo od podstaw, jak w browarze, jedynym ułatwieniem jest zamówienie przygotowanego surowca, do którego wykorzystane są potężne maszyny (maszyna do śrutowania słodu kosztuje 300zł, konkretna około 1000zł, słód śrutowany kosztuje 3zł wiecej od nieśrutowanego ;) ). Najważniejsza jest sterylność. Po chmieleniu i ostudzeniu brzeczki, wszystko co ma kontakt z piwem musi być czyste i wysterylizowane. Ja nie wiem, czy czegoś nie schrzaniłem i piwo nie zostało zarażone, okaże się w trakcie. Jedno mogę powiedzieć na pewno - nawet jeżeli będzie złe, zepsuje się, albo cokolwiek innego, już wiem, że robię następną warkę, ale to za 2-3 tygodnie dopiero.
Do tego czasu, przygotuję nowy filtrator, bo już mam odpowiednio duże naczynie aby go wykonać i zbiorę pieniążki na surowce. Z warki wyjdzie mi 20litrów piwa, jest to piwo typu pilsner urquell, koszt w sklepie to 5zł za butelkę, mi wychodzi za 1.20zł. Jeżeli ktoś chce robić piwo tylko z tego powodu, to odradzam, szybko mu się znudzi. Teraz nie myślę o tym, żeby je wypijać, tylko żeby robić nowe xd..

Moje piwko, które uwarzyłem to Pilsner / Pils. Użyłem zestawu składników z browamator, czyli:

Pilzner - najpopularniejsze piwo świata. Złocisty, solidnie nachmielony, pachnący chmielem lager. Piwo sycące i orzeźwiające, niezwykle uniwersalne. Dobry Pils zwykle świadczy o klasie browaru.
Skład zestawu BA Pilzner / Pils 12°Blg:  słód pilzneński Weyermann® 4,0 kg,  słód karmelowy Carapils®, chmiel aromatyczny Lubelski 100 g (granulat), drożdże Saflager W 34/70 11,5 g, wskazówki do warzenia.

Parametry gotowego piwa: ekstrakt 12°Blg, zaw. alk. 4,5% obj.
Zalecana temperatura
fermentacji brzeczki: 10-12°C.

Także tyle w temacie pilsnera, zobaczymy za 3 tygodnie, czy jest sens go zlewać do butelek. Wiem, że pachnie milion razy lepiej niż canadian blonde ;)

Jeżeli chodzi o Blondynę, to dzisiaj zlałem do butelek i zakapslowałem, wyszło 46butelek 0.5l. obawia się, że może być zakażone, bo ma dziwny posmak. Może to być smak młodego piwa, a może po prostu kwaśnieć, okaże się w trakcie. Dzisiaj spróbowałem butelkę tydzień po próbnym kapslowaniu i jest pijalne, powinno się ułożyć w smaku. Zdjęcia z kapslowania są bardzo niewyraźne, bo zrobiłem je telefonem w ciemnym garażu..

Zlewamy Kanadyjską Blondynkę!

Tyle drożdży osiadło przez tydzień, dłużej czekać nie chciałem :D



Mam nadzieję, że doczytaliście do końca, najdłuższą notkę na moim blogu ;) Zasiadam teraz do filmu, 2 dni pracy przy myciu kontenerów, butelek, całego sprzętu, kapslowaniu, przenoszeniu, potrafi zmęczyć,  szczególnie plecy...
Kapslownica gotowa do akcji, zaraz kapselek zostanie zamknięty!

I już, zakapslowana butelka. Zajęło mi to mniej czasu,niż przewinięcie z poprzedniego na to zdjęcie ;).


Po prawej butelki zakapslowane a po lewej jeszcze nie.

Zdjęcia są w słabej jakości, tragicznej wręcz, ale coś tam widać. Przez to, że odbiegają jakością od całej reszty, wrzuciłem je na koniec. Blondynka będzie smakowana co tydzień, zobaczymy jakie zajdą zmiany :) 

Maciek.